Mili Państwo,

Dziś będzie o architekturze, czyli na temat o którym mam mniej więcej takie pojęcie jak o ekonomii i polityce, czemu  dałem już wyraz w wielu moich wystąpieniach na Salonie.

Co prawda dziwnym trafem często wychodzi na moje, ale to pewnie przypadek, albo po prostu fart.

Zaś pretekstem do napisania tej notatki były  moje rozmowy z pewną damą, znaną niektórym pod szlachetnym nickiem Xiężna, a innym zapewne pod innymi pseudonimami i nie tylko, gdyż jak wiadomo, woda zbliża ludzi -  szczególnie słona. Że nie wspomnę o innych formach obcowania między płciami i nie tylko.

Moja interlokutorka wyraziła się w swoim czasie niepochlebnie o pięknym gmachu, wizytówce Warszawy - jedynym jak na razie budynkiem jednoznacznie kojarzonym ze stolicą i to już od kilku pokoleń. Oczywiście jak się Państwo domyślają, chodzi mi o Pałac Kultury i Nauki. Kiedyś imienia Josefa Wissarionowicza a dziś, po skuciu tego hołdu z frontowej ściany chyba jest to budowala bezimienna.  Pewnie dlatego, że nikt nie ośmiela się wybrać nowego patrona dla prezentu od nieistniejącego już, ale ciągle pokazującego kły, imperium.

Tak się składa, że mój ojciec, jako młody wówczas geolog wykonywał badania gruntu przed jego wybudowaniem gdyż jak wiadomo, bez takich badań ani rusz. Wiele lat później badał też  podmokłe tereny na Wólce Węglowej, gdzie władze postanowiły wybudować nowy cmentarz, bo na starych zaczynało brakować miejsca.  A potem los sprawił, że okazało się, że sam sobie niejako sprawdził teren, bo zginął pełniąc obowiązki służbowe i tam został pochowany. No ale to tylko taka dygresja, żeby jakoś napocząć drażliwy dla niektórych temat słynnego gmachu.

Pałac Kultury to jedna z tych nielicznych kwestii, która nie pozwala mi uznać np. pana Sikorskiego za ideał :)) Zresztą nie tylko ten stosunkowo młody człowiek ma jakąś obsesję na punkcie tego gmachu i chciałby go burzyć, wysadzać w powietrze i ogólnie rzecz biorąć " unicztożyć " jak mawiają moskale zza Buga.

Więc wkleję teraz fragment obrazujący żywiołową niechęć wspominanej przeze mnie Damy i jak sadzę, cytat ten zaskarbi jej liczne rzesze nowych wielbicieli, a i starzy z lubością nasycą się płomienną, krytyczną oracją :

Pałac Kultury to sowieckie piętno w sercu Polski i Warszawy. A ja sobie tego nie życzę.
Tak jak Pan zapewne nie życzyłby sobie, by stół w Pańskim salonie zdobiło marmurowe popiersie Josifa Wissarionowicza z fajką. Nawet przezeń podpisane odręcznie.

( w tym miejscu muszę wyjaśnic, że określnie "podpisane odręcznie" nie jest żadną aluzją do komentującej u mnie pani o nicku "Podpisano Odręcznie" )

Ja w trakcie tych dyskusji przeciwstawiałem urok Pałacu różnym potworkom ze szkła i aluminium, które szpecą Stolicę, choć kilka z nich powstało w pracowniach  architektów o uznanej renomie. Pisałem np. tak:

"Miałem "przyszywaną" babcię na Kredytowej. Dożyła 104 lat, więc z jej balkonu przez dość długi czas obserwowałem sobie ten budynek i powiem, że od dziecka bardzo mi się podobał i zdania nie zmieniłem.
To jedyny tak naprawdę charakterystyczny i oryginalny gmach w stolicy. Jedyny taki w tej części Europy. Dobrze, że został uznany za zabytek.
A jego wielkość (i nie mówię o gabarytach) tym bardziej jest widoczna na tle tych potworków, które powstają wokół, jak choćby ostatnie "dzieło" architekta o polskich korzeniach - żenujący przykład konfekcji i dorabiania ideologii w miejsce prawdziwej architektonicznej wizji. Zresztą najlepszym dowodem na to że mam rację, jest fakt burzenia nowych budynków w jego okolicach tylko po to, żeby postawić nowy koszmarek, ale wyższy.
Kiedyś miałem okazję poznać pewną panią, członka zarządu Stowarzyszenia Architektów Polskich i odkryłem zadziwiającą zbieżność między moimi, przecież dyletanckimi ocenami niektórych gmachów, a jej opinią. To były czasy, gdy "zaszalał " u nas Norman Foster i upstrzył dość prestiżowe miejsce swoim dziełem. No cóż, nie mamy szczęścia do architektów, więc cieszmy się z tego dziedzictwa, które stało się chcąc nie chcąc symbolem Warszawy. I zupełnie mnie nie interesuje, kto był sponsorem ani pomysłodawcą. Ręce precz od Pałacu - być może kiedyś napiszę taką notatkę.
"

No  i właśnie piszę :))

Na szczęście w powyższej  kwestii pozostaliśmy zgodni, bo Xiężna pisała tak: 

" Co się tyczy sztucznych zębów ze szkła i aluminium, implantowanych bez ładu i składu w starą szczękę naszego miasta, uważam że jest to projekcja stanu naszej duszy oraz umysłu - jeśli coś takiego jak dusza i umysł narodu w ogóle występuje w przyrodzie. Otóż jest to stan chaosu. A reszta musi być tego konsekwencją.
A już za panafosterową wersję "Smyka" na Placu Piłsudskiego (którą można było umieścić w dziesiątkach innych miejsc, tylko nie tu!), ktoś powinien sczeznąć pod celą, a nie żyć długo i szczęśliwie w nowiusieńkiej, komfortowo wyposażonej hacjendzie na Lazurowym Wybrzeżu.
Bo taka była zapewne wysokość cichej gratyfikacji finansowej za pozwolenie na ten gewałt na prawach ingerencji architektonicznej w obszar zabytkowej tkanki miejskiej." 
( .... )  - cenzura prewencyjna :))

Więc skoro przez 57 lat nie udało się nam wybudować ( z nielicznymi wyjątkami )  w innych miejscach niczego, co mogłoby konkurować z Pałacem, to nie próbujmy się łudzić, że gdy go wysadzimy w powietrze  jako symbol ucisku wrogiego imperium, to poczujemy się lepiej z powodu pustki, ktora po nim pozostanie. Oczywiście zawsze się znajdą osobniki, których podobnie jak tych po 1 Wojnie będzie rozpierać radość z powodu zburzenia Cerkwi w W-wie jako symbolu Caratu, ale nie będę się tutaj pochylał  nad barbarzyńcami umysłowymi, którym jak temu żołnierzowi wszystko się z jednym kojarzy.

Pomijając wszystkie inne kwestie warto zauważyć, że  gmach ten wrósł również w miasto jako siedziba wielu zasłużonych dla kultury i nie tylko instytucji, jako miejsce w którym kolejne pokolenia edukują się w Muzeum Techniki, słuchają koncertów w Sali Kongresowej, w którym dzieci rozwijają swoje zainterwsowania i talenty i wreszcie, co wcale nie jest bez znaczenia, jest on przytuliskiem dla całkiem sporej gromadki kotów na etacie, które dbają o porządek i dzięki którym szczury i inne gryzonie nie czują się tam jak u siebie w domu.

Warto też wziąć pod uwagę, że wystarczy odnowić elewację z piaskowca ( np.  przez piaskowanie ) i Pałac będzie wyglądał jak nowy, gdyż nic nie wskazuje na to, żeby miał ochotę rozpaść się ze starości. Mimo, że szkielet ma stalowy a może właśnie dlatego, bo piece Magnitogorska potrafiły widocznie wytopić całkiem przyzwoitą stal. A nic mi nie wiadomo o przypadku, żeby odpadł kiedykolwiek choć fragment kamiennej elewacji. Więc prowadzajmy tam wycieczki adeptów szkół budowlanych różnego stopnia i uczmy społeczeństwo solidnej roboty. Tym bardziej, że sporo prac wykończeniowych w Pałacu wykonywali nasi najlepsi rzemieślnicy, po których zawodach ślad już prawie zaginął.

Zniknięcie Pałacu to jednak coś zupełnie innego, niż dajmy na to zniknięcie Jarosława Kaczyńskiego, który jest co prawda o kilka lat starszy niż ten gmach,  ale choćby się wspomagał sterydami i pił wyłącznie kocie mleko, za Chiny nie da rady pociągnąc dłużej, niź będzie stał na swoim miejscu Pałac. Wielki symbol zniewolenia ( jak chcą niektórzy ) przetrwa nieporównanie  dłużej, niż  mały symbol patriotyzmu  ( jak uważają niektórzy ).

I wcale nie uważam, żeby to był chichot historii.

Niech Pałac stoi sobie spokojnie ku uciesze kolejnych pokoleń, dla których Katyń nie będzie się kojarzył ze Smoleńskiem, a wojna z Generałem Jaruzelskim. Dla których określenie kibol nie będzie synonimem zwolennika partii prawicowej, a kościół nie będzie kojarzony z instytucją do wspierania jedynie słusznej linii politycznej . No i dla których słowa prawo i sprawiedliwość będą kojarzyć się z małej litery, mimo ich fundamentalnego znaczenia.

Dane 16.12, Roku Posmoleńskiego Pierwszego, w porze  Dziennika Telewizyjnego.

P.S.:

Na wszelki wypadek uprzedzam, że wszystkie komentarze w stylu " spieprzaj komuchu ze swoim pałacem do Moskwy " będę od razu kasował bez wdawania się pyskówki, a autorów banował  bez ostrzeżenia. Jako niemal rówieśnik Pałacu mam prawo mieć do niego wiele ciepłych uczuć, które w żaden sposób nie określają moich sympatii politycznych. Przypominam, że to był wpis o architekturze, z niewielką komponentą polityczną na zakończenie, gdyż uznałem to za dobrą okazję do kontynuowania mojej misji.

A to link na stronę Pałacu, żeby ci którzy nie wiedzą o czym chcą pisać, dowiedzieli się, a ci co wiedzą, żeby sobie to i owo przypomnieli.


http://www.pkin.pl

Ja może tylko wypunktuję, że pracowało przy jego budowie 3500 robotników rosyjskich w okresie od 1952 do 1955 i że 16 z nich już nie wróciło z tej budowy do domu. NIjak się to co prawda nie ma do ok. miliona poległych w czasie wojny, ale zawsze ktoś może powiedzieć, że nikt ich tu nie zapraszał. Bowiem można mówić cokolwiek, gdyż jak powiadał rodak architekta Rudniewa, niejaki Dostojewski : 

" Głupota jest też pewnym stanem używania umysłu "